Kibic sportów motorowych, posiadający bilety na imprezy z cyklu Formuły 1 jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Na motoryzacyjnym świecie, naturalnie. Takie stwierdzenie nie jest żadną przesadą, mimo tego, że wyścigów tej elitarnej serii jest w sezonie co najmniej siedemnaście, a na każdym wyścigu melduje się kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Na pozór każdy z nich jest tylko punkcikiem na trybunach w czasie relacji telewizyjnej, ale oni sami postrzegają siebie zupełnie inaczej. Te bilety na imprezy Formuły 1 są dla nich paszportami do świata fascynatów, wypełnionego rykiem kręcących się 18000 razy na minutę silników, gryzącego zapachu spalin i duszącego dymu palonych na pokazach opon specjalistów od driftingu. Kibice, którzy pojawiają się na torze godzinę przed rozpoczęciem wyścigu, zajmują miejsca na krytej trybunie i mają przed oczami wielgachny telebim, ułatwiający śledzenia wydarzeń na torze kwalifikują się do zupełnie innej kategorii, są z całkowicie innego świata niż ci, którzy spędzają na torze cały weekend pod chmurką. Kupione przez nich bilety na imprezy nie gwarantują im żadnego zabezpieczenia przed deszczem, wiatrem, palącym słońcem, a tym bardziej tropikalną ulewą, jak na przykład w Malezji, ale przez cały weekend przebywają w galaktyce ludzi kochających wyścigi samochodowe ponad wszystko.